O Wieprzu..
Wieprz, prawy dopływ Wisły, ok. 303
km długości. Źródła jego znajdują się w okolicach Tarnawatki (pow. tomaszowski,
woj. lubelskie), we wsi Wieprzów, zwanej także Wieprzowym Jeziorem.
Tu w pobliżu dawnego dworu leży
niewielkie jezioro, zasilane podziemnymi źródłami; tylko na wiosnę w czasie
tajania śniegów lub po wielkich deszczach, drobne ruczaje spływają z okolicznych wzgórz bezpośrednio
do jeziora. W okolicy mają swoje źródła dopływy Bugu: Sołokija i Huczwa.
Wypłynąwszy z jeziora, jako wątła struga zwraca się ku zachodowi, płynąc przez
podmokłe łąki między Tarnawatką a Pańkowem zasila wiele stawów. Pod Majdanem
Wielkim i Dominkanówką (dawniej Ruskie) zasila go od północy Krynica. Już jako
spora rzeczka dopływa do Turzyńca, gdzie od południa wpadają do niej wody
Krupca. Nad źródłami tej rzeczki stoi kapliczka w miejscu
objawienia się w 1640 r. Matki Bożej wieśniakowi Jakubowi Ruszczykowi. Woda ze
źródła wg miejscowej tradycji ma moc uzdrawiającą w wieczór Wielkiego Czwartku.
Od tego miejsca w dół rzeki było wiele młynów. Między Krasnobrodem a Hutkami jest
zalew rekreacyjny i stawy hodowlane. W Hutkach rzekę zasilają silne źródła
podzboczowe. Od mostu w Hutkach można już płynąć kajakiem, jednak niezbyt
daleko, bo za Guciowem wpływa na teren Roztoczańskiego Parku Narodowego.
Najpiękniejszy odcinek Wieprza jest niedostępny dla turystów, nie tylko
kajakarzy, ale też dla piechurów. U stóp Stokowej Góry rzekę zasilają źródła o wielkiej wydajności i jako już
spora rzeka dopływa do Obroczy.
Zanim wsiądziemy do kajaka
przeczytajmy krótką opowieść o dawnych dziejach, których świadkiem była rzeka
Wieprz i najbliższe okolice.
Wzdłuż rzeki od niepamiętnych czasów
prowadziły gościńce. Po prawej stronie rzeki biegł gościniec krasnobrodzki od
Zwierzyńca do Krasnobrodu.
Na chwilę zamknijmy oczy i przenieśmy
się wyobraźnią do roku 1500. Wokół szumi potężna puszcza, pełna tajemnic,
słychać pomruki niedźwiedzi i ryki turów. Wtem od wschodu daje się słyszeć rżenie koni. Przezornie ukryjmy się pod
rozłożystą jodłą, bo gościńcem przetacza się czambuł tatarski.
Czas szybko biegnie i rozpoczęło się
przedwiośnie roku 1656. Na gościńcu po topniejącym śniegu pozostały ogromne
kałuże, ścięte niezbyt grubą skorupą lodu. Od rana przetaczają się wojska
szwedzkie. Zmęczone konie, zmęczeni rajtarzy szwedzcy jadą wolno na wschód. Za
chwilę słychać ujadanie psów i pokrzykiwania furmanów. W karocy ciągnionej
przez 6 koni siedzi jegomość w ogromnym kapeluszu, a karocę otacza grupa
zaciężnych. To pojechał Karol Gustaw do Lwowa. I znowu coś dziwnego się dzieje,
jakieś wrzaski. Kiedy karoca królewska schowała się za zakrętem, straże tylne
zostały otoczone przez dziwnych rycerzy ubranych w skóry niedźwiedzie. Szable w
ruch, koniki zaczęły rżeć, słychać szczęk szabli i rapierów. Długo to nie
trwało i gościniec zapełnił się szwedzkimi trupami. Podjazdy Czarnieckiego rozbiły straże tylne Szwedów. Chociaż
ziemia była zmarznięta szybko pochowano Szwedów usypując kopiec. Po wiekach
postawiono krzyż, ponieważ nocami pojawiali się tu jacyś jeźdźcy bez głów.
Jest piękny, ciepły czerwcowy
poranek, na gościńcu pokazała się biała kareta ciągniona przez 4 gniade konie.
W karecie siedzi dama z pięknymi loczkami i z ciekawością rozgląda się po
puszczy. W niebieskich oczkach widać zalotne błyski. To Marysieńka Zamoyska
jedzie na wycieczkę pooglądać bobry i napić się wody ze źródełka na Stokach.
Później od czasu do czasu na gościńcu
pokazywali się samotni wędrowcy, kupcy raczej tędy nie jeździli, droga ciężka i
nie było osad na trasie, trudna przeprawa brodem przez rzekę. Jest lipiec 1914
roku. Znowu słychać rżenie koni i chyba z 10 sotni wojska rosyjskiego się
pojawiło. Z marszu udali się jakieś 0,5 wiorsty na południe. Rozpoczęli budowę linii umocnień na linii Wieprza, kopanie
okopów, rozciąganie kolczastych drutów. Wojsko zajęło stanowiska obronne, dymi
kuchnia wojskowa, rozchodzi się zapach wojskowej grochówki i sadła. Wojsko
czekało w pełnej gotowości na wroga, który jakoś nie pojawiał się nad
zabagnioną doliną rzeki. Do dzisiaj po stronie północnej rzeki pozostały liczne
okopy.
Jest 16 września 1939 r. słychać coraz bliższe strzały od południa i zachodu. Gościńcem
przemieszczają się wojska Armii Kraków. Nikt nie panuje nad jakimś porządkiem,
marsz w bezładzie, trakt blokują unieruchomione pojazdy. Wszyscy się śpieszą w
kierunku Tomaszowa. Co chwilę wybuchają armatnie pociski. Potem następuje już
tylko okupacyjna cisza.
25 lipiec 1944 - na trakcie znowu pokazało się wojsko - to czerwonoarmiści,
piechotą, na samochodach i czołgach suną na zachód. Za godzinę rozlegają się
pomruki jakiejś nowej broni - katiusze ostrzeliwują Zwierzyniec i okolicę.
I znowu cisza, tylko słychać szum roztoczańskiej puszczy i wód Wieprza. Czasem
coś w zaroślach i trawach biega, a potem słychać potężny plusk. Nie bójmy się,
bo to tylko bobry uciekają przed nami.
Po przeczytaniu tej opowieści wyruszamy na spływ kajakowy.
Kiedy zdecydujemy się na wyprawę
kajakową musimy koniecznie spełnić kilka warunków.
- Nie bać się wody i głębiny.
- Być trzeźwym.
- Dzieci muszą płynąć kajakiem pod
opieką osoby dorosłej.
- Wybieramy kolor kajaka i jego
rodzaj, płacimy za usługę, zakładamy i
zawiązujemy kapok.
- Dokumenty, kluczyki od samochodu,
aparat fotograficzny muszą być zabezpieczone przed wilgocią i wypadnięciem do
wody.
- Pilnie słuchamy i zapamiętujemy
informacje (instruktaż) przekazywane przez organizatora spływu posiadającego
odpowiednie uprawnienia.
- Pomagamy w miarę możliwości w
wodowaniu kajaka.
- Siadamy w kajaku pewnie i na
miejscu do siedzenia, nie na burcie, przodem do kierunku płynięcia.
- W czasie płynięcia musimy jeszcze
uważać na mielizny, bełki (głębokie wiry, szczególnie na zakrętach), bo tam
jest o wiele głębiej.
- Należy omijać zwalone drzewa i zarośla
sięgające na rzekę oraz kładki. Niektóre są podnoszone na zawiasach.
- Nie rozpoczynać spływu w
przypadku zbliżającej się burzy. Gdy niespodziewanie dosięgnie nas burza na
trasie trzeba bezwzględnie przerwać spływ, wyjść z kajaka na brzeg. Nie można
kryć się pod drzewami lub w pobliżu linii elektrycznej.
I etap spływu Obrocz – zalew Rudka, okol. elektrowni.
Trasa atrakcyjna dostępna nawet dla
osób, które jeszcze nie płynęły kajakiem. Mimo to wymagana jest uwaga, rozsądek
i zachowanie ostrożności.
Odległość wzdłuż linii brzegowej ok.
5,7 km, czas spływu ok. 2 godz., głębokość od 0.6 do 1,2 m, miejscami do 2 m,
szerokość od 3 – 5 m.
Początek spływu z przystani kajakowej
we wschodniej części wioski Obrocz (N 50.60.205, E 23.03.040)
Przepływamy pod mostem drogowym,
niewielkie utrudnienie, należy płynąć głównym nurtem rzeki.
Po lewej biją silne źródła
podzboczowe zasilające Wieprz. Temperatura wody w źródle ok. +9o C.
Po kilku zakrętach uważajmy na
podnoszoną na zawiasach kładkę.
Kolejne meandry rzeki i przed nami
pojawia się nasyp dawnej kolejki
ordynackiej wywożącej niegdyś drewno z okolicznych lasów. Dalej płyniemy wzdłuż
stromego piaszczystego wzgórza zwanego Łysą Górką.
Przy
kładce możemy wylądować na lewym brzegu, nieco ochłonąć po pierwszych
emocjach związanych ze spływem.
Płyniemy dalej, rzeka tworzy
niezliczoną ilość meandrów. To zbliża się do prawej ściany lasy (RPN), to znów
płynie przy stromym zboczu od południa. Wypływamy na niezwykle malowniczy
odcinek starorzecza. Woda czysta, widać piaszczyste dno. Brzegi porastają
wysokie trawy, oczary, lilie wodne oraz szuwary. Na brzegach widać miejsca
żerowania bobrów, ścięte olchy.
Po prawej stronie kończy się las. Na
wzgórzach widać domy, zbliżamy się do najstarszej części Zwierzyńca - Rudki.
Dla posiadaczy GPS ciekawostka, trzykrotnie będziemy przepływać przez 23 południk.
Wreszcie kończy się las i wypływamy
pod mostkiem łukowym na zalew Rudka. Płyniemy przez zalew przy prawym brzegu.
Przy końcu zalewu znajduje się przystań kajakowa.
Tu kończy się pierwszy etap spływu.
Krótki odpoczynek, przenoska obok
elektrowni wodnej.Za mostkiem tereny dawnego tartaku ordynackiego. Dominuje tu
charakterystyczny komin z czerwonej cegły.
Można chwilę odpocząć lub posilić się
w pobliskiej karczmie.
II
Etap Rudka – Bagno – Turzyniec, czas spływu ok. 1,5 godz.
Kajaki należy znieść do głębokiego
koryta, tuż za elektrownią.
Rzeka płynie głębokim korytem jest
nieuregulowana a brzegi są strome. Przepływamy pod mostem kolejowym. Ze względu
bezpieczeństwa nie należy wpływać po most w czasie przejazdu pociągu. Niegdyś
był tutaj drewniany most, został zniszczony przez partyzantów w maju 1944r.
Przepływamy przez dawny Ogród
Skarbowy (park) z lewej strony wpływa jedna z odnóg potoku Świerszcz. Po
przepłynięciu pod 2 mostkami do rzeki wpływa druga odnoga potoku Świerszcz,
która wcześniej tworzy staw kościelny. Wody Świerszcza poruszały urządzenia
młyna stołowego ordynacji. Obecnie w budynku dawnego młyna mieści się karczma.
Woda porusza duże koło młyńskie. Kiedy spojrzymy na prawo i lewo zauważymy, że
otaczają nas wiekowe dęby i lipy. Zostały one posadzone na początku XX w. Przepływamy pod mostem drogowym.
O Zwierzyńcu na kartach historii...
Dzieje Zwierzyńca zaczynają się
wraz z utworzeniem Ordynacji Zamojskiej
- wielkiego, majątku rządzącego się własnym statutem. Ordynacja została
zatwierdzona przez Sejm Rzeczypospolitej
w 1589 r. dla kanclerza i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego i
jego rodu. W skład Ordynacji weszły dobra dziedziczne, darowizny królewskie za
zasługi wojenne hetmana oraz włości zakupione. Podstawowa zasada statutu
ordynacji nie pozwalała na podział majątku. Po zakupieniu w 1593 r. od
Czarnkowskich włości szczebrzeszyńskiej wraz z ogromną puszczą, Jan Zamoyski
docenił niezwykłe uroki tego zakątka. Na początku XVII w. wybudowano drewnianą
willę, osadę myśliwską i pstrągarnię.
Nieprzebyte bory na południe od willi zostały otoczone wysokim parkanem o
długości ok. 30 km. Za ogrodzeniem żyła
zwierzyna łowna - jelenie, sarny,
łosie, dziki a później sprowadzono
dzikie konie - tarpany. W Zwierzyńcu, daleko od gwarnych dworów często przebywała Marysieńka - żona Jana
„Sobiepana" Zamoyskiego, a później Jana III Sobieskiego. Wg miejscowej legendy
jeńcy tureccy przysłani przez Sobieskiego wykopali staw na strumieniu
Świerszcz. W ogrodzie nad wodą wybudowany został pałacyk dla Gryzeldy z
Zamoyskich Wiśniowieckiej, matki króla
Michała Korybuta. W połowie XVIII w.
wybudowano kaplicę murowaną na jednej z wysp stawu. Na osi odbudowanego
pałacyku myśliwskiego powstał tzw. Zwierzyńczyk. Dwunasty ordynat Stanisław
Kostka Zamoyski na początku XIX w. utworzył Administrację Generalną Dóbr
Państwa Ordynacji Zamojskiej z siedzibą w
Zwierzyńcu. Fakt ten miał wpływ
na dalszy rozwój miejscowości. Powstał browar,
fabryki maszyn rolniczych, posadzek i
bryczek oraz zespół klasycystycznych budynków dla administracji ordynacji.
Na początku XX w. utworzono nad
Wieprzem park, zwany Ogrodem Skarbowym. Znajduje się tutaj obelisk na pamiątkę
wyniszczenia szarańczy w 1711r. Wiele egzotycznych drzew do dzisiaj upiększa
ogrody i ulice Zwierzyńca.
Po 400 latach istnienia 1 stycznia
1990r. Zwierzyniec otrzymał prawa miejskie. Jest siedzibą Urzędu Miasta i
Gminy. Obecnie zamieszkuje tu 3,5 tys. osób. Miasteczko przyciąga przepięknymi
krajobrazami, wiekowymi lasami jodłowymi i bukowymi, ciekawymi zabytkami.
Najstarsza część, po lewej stronie Wieprza, została objęta ochroną
konserwatorską.
Zabytki
Kościół barokowy p.w. św. Jana
Nepomucena powstał na wyspie w latach 1741-47, z fundacji Tomasza
Antoniego Zamoyskiego. Budowę
nadzorowała żona ordynata, Teresa Aniela
z Michowskich, fundatorka wielu świątyń. Świątynię projektował Andrzej
Bem, a budował mistrz Jan Columbani. Kościółek na planie krzyża łacińskiego.
Wysoka, środkowa część stanowi nawę główną,
a boczne skrzydła to dwie kaplice. Dwuspadowy dach dawniej był kryty
gontami. Ściana frontowa zgodnie z zasadami baroku jest opilastrowana, w części środkowej zwieńczona trójkątnym
szczytem z żelaznym krzyżem. Niżej jest Oko Opatrzności Bożej i wizerunek Ducha
Świętego oraz dwa kartusze herbowe. Na
jednym jest herb Zamoyskich - Jelita (trzy skrzyżowane włócznie), na drugim
herb Michowskich - Rawicz (panna na niedźwiedziu). Na ścianach znajdują się
obrazy i ornamenty barokowe malowane na suchym tynku. Na centralnej części sklepienia kolebkowego widnieje obraz
przedstawiający św. Jana Nepomucena adorującego Matkę Boską z Dzieciątkiem w otoczeniu licznych aniołków. Autorem
tego malowidła był Łukasz
Smuglewicz, portrecista Augusta III Sasa. Po lewej stronie ołtarza
zwraca uwagę postać św. Klemensa - papieża męczennika. Niepowtarzalny urok tej
świątyni na wodzie podnosi nocna iluminacja.
Po przeciwnej stronie ulicy Browarnej
znajduje się zespół klasycystycznych budynków b. Zarządu Ordynacji. Obecnie znajduje się tu Zespół Szkół
Drzewnych i Ochrony Środowiska im. Hetmana Jana Zamoyskiego. Za budynkami malownicza aleja lipowa na Zwierzyńczyku.
Wędrując na południe ul. Browarną
zobaczymy budynki browaru ordynackiego z 1806r. Na wzgórzu stoi okazała willa
plenipotentów generalnych (zarządców dóbr ordynackich). Zbudowana w latach 1880-90 w stylu szwajcarskim, ozdobiona
koronkowymi szalunkami. Obecnie mieści się tu Dyrekcja Roztoczańskiego Parku
Narodowego. Przy wejściu wita nas rekonstrukcja jednej z trzech bram
prowadzących niegdyś do „zwierzyńca" Zamoyskich.
Po lewej kolejne miejsce wypoczynku
przy dawnej oberży. Teraz rozpoczyna się niespokojny odcinek rzeki. Wieprz
zmienia kierunek przepływu i skręca w kierunku północnym. Wody tworzą liczne
wiry i tzw. bełki o głębokości powyżej 2 m. Ciągle jest podmywany zachodni
brzeg. Odcinek ten jest trudniejszy do przepłynięcia i wymaga większej uwagi.
Po lewej na wzgórzu mijamy wioskę Wywłoczkę. Za zakrętami po lewej ze skał
wapiennych biją źródła. W XIX w. na tym terenie była duża zalewa i młyn wodny.
Dopływamy do kolejnego mostu, po prawej widać miejscowość Bagno a po lewej
szkołę w Wywłoczce. Stąd też można rozpocząć spływ w kierunku Szczebrzeszyna.
My płyniemy dalej, kolejne zakręty a
rzeka jest dość szeroka, mijamy miejsce, gdzie przez wiele lat funkcjonował
młyn wodny. Produkował nie tylko
mąkę. ale również smakowite kasze (jęczmienną
i jaglaną) oraz tzw. pęczak. Na Roztoczu używano nazwy pęcak. Było to całe,
obłuskane i wypolerowane ziarno jęczmienia. W czasie gotowania ziarna kaszy
znacznie zwiększały swoją objętość – pęczniały. Stąd taka nazwa. Płyniemy
dalej, ale za kolejnym zakrętem pojawia się przepust. Nie uda się nam go
pokonać kajakiem. Musimy przenieść kajaki za przepust, ok 50 m. Tutaj
odpoczywamy po kolejnym etapie spływu. Po lewej wioska Turzyniec. Podobno
upolowano tu ostatniego tura w kniei roztoczańskiej. Nad wioską górują lessowe
wzgórza Piekiełka Szczebrzeszyńskiego. Wg
miejscowych opowieści w licznych debrach i wąwozach mieszkają
roztoczańskie czarty a nawet ze wzgórza Czubatka jest wejście prosto do piekła.
Po przeniesieniu kajaków na prawym
brzegu wodujemy i w drogę...
Etap III Turzyniec – Mostek pstrągowy
pod Żurawnicą, czas spływu ok. 1 godz.
Na tym odcinku jest mniej meandrów,
ale brzegi są coraz wyższe, więc
płynący kajakarz nie ma możliwości podziwiania krajobrazu. Po drodze możemy
spotkać wędkarzy oczekujących na pstrąga. Czasem usłyszymy plusk ryby lub
uciekającego bobra. Po przepłynięciu progu możemy chwilę odpocząć przy prawym
brzegu.
Etap IV Mostek pstrągowy – Stary
Diabelski Młyn, czas spływu ok. 1 godz.
Rzeka płynie teraz rozległą doliną.
Brzegi strome, piaszczyste. Płyniemy przez teren Szczebrzeszyńskiego Parku
Krajobrazowego, który na tym odcinku obejmuje dolinę Wieprza. Woda w rzece
czasami płynie wolno, leniwie, ale gdy koryto zwęża się to nurt staje się
szybszy. Przepływamy przez kolejny próg wodny, woda się pieni. Dla wprawionego
już trudami kajakarza nie stanowi to większego problemu. Płyniemy po mostem,
następny próg do pokonania i rzeka nagle staje się płytka, szeroka i dobijamy
do niskiego brzegu. Warto tu zatrzymać się na dłużej i przeczytać kolejną
tajemniczą opowieść.
A było to tak...
Od niepamiętnych czasów stał tutaj
młyn drewniany, koło młyńskie było poruszane siłą spadającej wody. Ten
obiekt zapewne wybudowali tu jeszcze w XIV w osadnicy wołoscy. Od dawna w
okolicy krążyły straszne opowieści o pojawiających się tu czartach i zjawach.
Biada wędrowcowi, który znalazł się na starym, dziurawym moście szczególnie
nocą. Słychać było skrzypienia, jakieś niesamowite jęki i tajemnicza niewidzialna siła wpychała
nieszczęśnika z mostu do wody. Mieszkańcy mówili, że właściciel młyna miał
układy z diabłami. Nikt nie widział, aby w dzień młyn pracował. Zboże do
przemiału młynarz przyjmował w południe i zapraszał na następny dzień też w
południe po odbiór mąki czy kaszy.
Kiedy ściemniało się już na dobre z
daleka było słychać skrzypienie i młyn zaczynał pracować, chociaż nie było
widać żadnego światełka. Młynarz nigdy nie zatrudniał parobków i to wszystkich
dziwiło, że taki stary, zgarbiony chłop sam pracuje. Pewnie z chciwości i skąpstwa, bo nawet baba – młynarzowa mu nie
pomagała. Ciekawi próbowali coś się dowiedzieć, ale on tylko machał ręką i
milczał. Pewnego razu pod wieczór jechał furmanką chłop z Kawęczyna. Tuż przy
młynie rozszalała się ogromna burza. Nie miał się gdzie ukryć, więc ze
strachu postanowił wejść do chałupy
młynarza i schronić się przed nawałnicą. Konia z furmanką zostawił w poddachu
przy młynie a sam nie pukając wszedł do chałupy. Baba akurat wyjmowała placki z
pieca i pierwszego wrzuciła na zapiecek. Placek jeszcze szybciej wrócił na
głowę baby. Na zapiecku rozpoczął się ogromny tumult i wyleciało stamtąd może z
dziesięć rogatych diabłów, które zaczęły strasznie charczeć. Chłop ze strachu
nie mógł zrobić kroku. Baba wcale się nie przestraszyła tylko rzuciła czartom
drugi placek i wszystko ucichło. Później okazało się, że babina pomyliła placki
i dała diabłom placek z solą i stąd całe zamieszanie. W ten sposób wyjaśniła
się zagadka młynarza, który zamiast parobków zatrudniał do mielenia zboża
roztoczańskie czarty. Kiedy umarł to nawet pogrzebu nie było, bo czarty zabrały
nie tylko duszę, ale też ciało i poniosły na Czubatkę a stamtąd do piekła. Do
dzisiaj wędrowcy nocą wolą to miejsce omijać z daleka. Wokół zarośla, pokrzywy
i gdzieś można znaleźć ślady dawnego młyna.
Kiedy spojrzymy w kierunku zachodnim
to w dolinie rzeki zobaczymy jakiś dziwny las ... to nie las tylko uprawy
fasoli tyczkowej. Jesteśmy w krainie tysięcy tyczek.
Etap V Stary Diabelski Młyn –
Szczebrzeszyn, czas spływu ok. 1,5
godz.
W dzień strachy się nie pokazują,
więc wyruszamy w dalszą drogę. Po prawej położona jest wioska Brody Małe, po
lewej Kawęczyn. Rzeka zbliża się po lewej do wyniosłych wzgórz, to Roztocze
Zachodnie. Podmokłe łąki porasta wysoka trzcina, w której ukrywają się
chrząszcze. Jan Brzechwa napisał nawet
wierszyk o szczebrzeszyńskim chrząszczu
W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w
trzcinieI Szczebrzeszyn z tego słynie.
Wół go pyta: ''Panie chrząszczu,
Po co pan tak brzęczy w gąszczu?''
''Jak to - po co? To jest praca,
Każda praca się opłaca.''
''A cóż za to Pan dostaje?''
''Też pytanie! Wszystkie gaje,
Wszystkie trzciny po wsze czasy,
Łąki, pola oraz lasy,
Nawet rzeczki, nawet zdroje,
Wszystko to jest właśnie moje!''
Wół pomyślał: ''Znakomicie,
Też rozpocznę takie życie.''
Wrócił do dom i wesoło
Zaczął brzęczeć pod stodołą
Po wolemu, tęgim basem.
A tu Maciek szedł tymczasem.
Jak nie wrzaśnie: ''Cóż to znaczy?
Czemu to się wół próżniaczy?!''
''Jak to? Czyż ja nic nie robię?
Przecież właśnie brzęczę sobie!''
''Ja ci tu pobrzęczę, wole,
Dosyć tego! Jazda w pole!''
I dał taką mu robotę,
Że się wół oblewał potem.
Po robocie pobiegł w gąszcze.
''Już ja to na chrząszczu pomszczę!''
Lecz nie zastał chrząszcza w
trzcinie,
Bo chrząszcz właśnie brzęczał w
Pszczynie.
I jeszcze jeden współczesny wierszyk:
Trzynastego, w Szczebrzeszynie
chrząszcz się zaczął tarzać w trzcinie.
Wszczęli wrzask Szczebrzeszynianie: - Cóż ma znaczyć to tarzanie?!
Wezwać trzeba by lekarza, zamiast brzmieć, ten chrząszcz się tarza!
Wszak Szczebrzeszyn z tego słynie, że w nim zawsze chrząszcz BRZMI w trzcinie!
A chrząszcz odrzekł nie zmieszany: - Przyszedł wreszcie czas na zmiany!
Drzewiej chrząszcze w trzcinie brzmiały, teraz będą się tarzały.
Koryto zwęża się a nurt rzeki staje
się coraz szybszy. Brzegi rzeki niedostępne. Zbliżamy się do Szczebrzeszyna.
Kolejny próg jest dość trudny. Przepłynięcie wymaga trochę umiejętności. Po
prawej stronie znajduje się młyn, który po latach został znowu uruchomiony. Po
lewej pod stromym zboczem wypływa źródełko i stoi drewniany pomnik chrząszcza.
Szczebrzeszyn
Miasteczko leży wśród malowniczych
wzniesień Roztocza Zachodniego, zwanego też Roztoczem Szczebrzeszyńskim lub lessowym. W krajobrazie okolic
Szczebrzeszyna dominują liczne,
głębokie wąwozy, jary, parowy i strome urwiska.
Był tutaj słowiański gród i bród na
Wieprzu na szlaku handlowym z Kijowa do Pragi.
Szczebrzeszyn jest najstarszym
miastem Zamojszczyzny, które na przestrzeni wieków nigdy nie utraciło praw
miejskich.
Jego początki sięgają roku 1352, gdy
z nadania króla Kazimierza Wielkiego otrzymało prawa miejskie. Pierwszym
właścicielem Szczebrzeszyna był Dymitr z Klecia, herbu „Korczak” zwanym później
Dymitrem z Goraja. Ufundował on w mieście pierwszą świątynię katolicką
(1394).Po Gorajskich właścicielami miasta i włości szczebrzeskiej zostali
Górkowie. To za ich czasów zbudowana została cerkiew prawosławna „Uspienja”.
W 1583 spłonął zamek wraz ze
wszystkimi przywilejami królewskimi.
W 1593 roku włość szczebrzeską nabył
Jan Zamoyski i włączył w skład Ordynacji Zamojskiej.
Wieki XVII nie był pomyślny dla
rozwoju miasta. Podczas najazdu Chmielnickiego (1648) miasto złupiły wojska
kozackie. W czasie „potopu” szwedzkiego (1656) wielu zniszczeń dokonali
Szwedzi, w 1672 r. miasto zajęli i
spalili Tatarzy.
Po I rozbiorze Polski Szczebrzeszyn
był pod zaborem austriackim, a od 1815 r. pod zaborem rosyjskim (w Królestwie
Polskim). W czasie powstania styczniowego trwały tutaj powstańcze potyczki.
Lata okupacji niemieckiej to okres
prześladowań i wysiedleń mieszkańców oraz zagłady Żydów.
Warto odwiedzić to ciche i spokojne
miasteczko, ciekawie położone nad Wieprzem, o bogatej przeszłości, posiadające
wiele unikatowych zabytków. Należą do nich przede wszystkim obiekty sakralne:
dwa kościoły w stylu renesansu lubelskiego z I połowy XVII w., dawna synagoga i
cerkiew, cmentarze: katolicki i kirkut żydowski z wieloma macewami.
Herb Szczebrzeszyna przedstawia trzy
srebrne belki na czerwonym polu, ułożone jedna nad drugą, najdłuższa u góry,
najkrótsza u dołu.
W tej okolicy był niegdyś bród na
Wieprzu. Tędy prowadził trakt handlowy z Kijowa do Pragi przez Zawichost.
Słoneczko powoli kryje się za roztoczańskimi wzgórzami, a my
kończymy wycieczkę kajakową przy moście drogowym po prawej stronie rzeki.
Odcinek dla łowców przygód i
zawansowanych kajakarzy.
Szczebrzeszyn - Klemensów - Michalów
- Deszkowice – Nielisz, ok. 6 godz.
Następnego dnia możemy udać się na
kolejną wycieczkę. Spływ wymaga już większych umiejętności, bo rzeka głęboka i
kilka dość uciążliwych przenosek. W okolicach dawnej cukrowni trzeba przenosić
kajaki na odległość powyżej 100 m po podmokłych, zarośniętych łąkach. Mijamy
ogromny kulisty zbiornik na melasę. Gdzieś po prawej zespół budynków Zakładów Tłuszczowych w Bodaczowie. Do
Wieprza od prawej wpływa rzeczka Świnka, która toczy wody zamulone. Pod
Michalowem po prawej mijamy park należący do dawnej rezydencji Zamoyskich w
Klemensowie. Po przeniesieniu kajaków warto wybrać się na krótką wycieczkę po
parku i obejrzeć dawną rezydencję Zamoyskich.
Po wodowaniu udajemy się w dalszą
drogę. po prawej na skraju łąki, wśród wiązów, stoi wysoki krzyż. To tutaj w
latach dwudziestych XX w. pojawiał się „prorok” Michałek, który głosił swoje
proroctwa. Na spotkania z Michałkiem przybywało tysiące ciekawskich. Policja
zaaresztowała Michałka. Po powrocie z
więzienia stał się normalnym, cichym człowiekiem, założył rodzinę
i dożył lat 70-tych XX w.
Woda w rzece jest ponura, nie przezroczysta,
koryto wypełnione po brzegi. Płyniemy meandrami, po prawej towarzyszy nam wysoki brzeg, na którym rozłożyła się
wioska Deszkowice. Przed nami za chwilę pojawia się 800 ha zbiornik wodny – nieliskie morze. Płyniemy wzdłuż prawego
brzegu do tamy. Na brzegu zobaczymy na pewno wielu wędkarzy. Na nami fruwają
mewy, czasem czapla zapoluje na rybę, a
ostatnio pojawiły się kormorany.
Tu lądujemy i po betonowych schodkach wynosimy kajaki na brzeg.
Tak kończy jest nasza przygoda i
spotkanie z roztoczańską rzeką Wieprz. Jeżeli Państwu podobały się
roztoczańskie krajobrazy i opowieści to zapraszamy na wędrówki piesze i
rowerowe po krainie zwanej Roztoczem.